Taki pomysł powstał z myślą o przygotowaniach do Mistrzostw Świata w Katarze, w roku 2022. Organizatorzy twierdzą, że zapewniając dodatkowe chłodzenie głowy pracownika polowego, zredukują ryzyko udarów cieplnych. Przypomnijmy, że Katar to kraj o raczej gorącym klimacie...

 

Kask ma być zatem ochroną podwójną. Jego głównym zadaniem będzie oczywiście ochrona mechaniczna, ale w konstrukcję wbudowany ma być również panel słoneczny podłączony do wiatraka. Ten będzie przepychał powietrze przez chłodnicę i kierował je na głowę i twarz pracownika. Zgodnie z opinią profesora Sauda Ghani, taki zabieg może zredukować temperaturę skóry głowy nawet o 10 stopni Celsjusza.

 

Obecnie w Katarze około 5 100 pracowników spoza kraju buduje stadiony na zbliżające się mistrzostwa. Temperatura w pustynnych regionach sięga 50 stopni Celsjusza. Dla nieprzyzwyczajonych do takiego klimatu osób może to stanowić naprawdę duży problem, powstaje zagrożenie życia i zdrowia. Wiele grup broniących praw człowieka oskarżyło organizatorów mistrzostw o naruszanie praw pracowników: niebezpieczne warunki pracy, niewłaściwe warunki mieszkalne i wkorzystywanie w pracy. Dlatego właśnie postanowiono sięgnąć po takie niecodzienne rozwiązanie.

 

Zgodnie z informacjami od agencji Reuters, pracownicy skarżą się na nadmierne temperatury w pracy i odwodnienie organizmu. Mimo, że organizatorzy wydarzenia ograniczają prace w najgorętszych okresach, około 260 ludzi poniosło śmierć w samym roku 2015 - właśnie ze względu na trudne warunki.

 

Autopilot Tesli jest już w zaawansowanej fazie testów. W internecie widzimy coraz więcej nagrań z przejazdów próbnych, w tym również takie, na których radarowy system "widzenia" samochodu połączony z elektronicznym "mózgiem" przewiduje kolizje i reaguje szybciej niż człowiek. Mowa tu nie tylko o kolizjach z udziałem samej Tesli, ale również te, które mają miejsce na drodze, w okolicy samochodu.

 

Warto zobaczyć nagrania. Samochód prowadzi się dynamicznie i z zewnątrz wygląda, jakby o wszystkim decydował kierowca. Drugie nagranie przedstawia szereg wypadków, których uniknął system wczesnego ostrzegania samochodu.

 

 

 

Na świecie zużywa się obecnie niezliczone liczby baterii. Nowoczesna bateria mogłaby nie tylko ograniczyć zanieczyszczenie, ale również pomóc ludziom mieszkającym w biedniejszych regionach świata. Naukowcy z Uniwersytetu Binghamton (Nowy Jork) stworzyli płaską baterię zasilaną przez bakterie.

 

Zasada działania wydaje się aż zbyt prosta. Kartka papieru chromatograficznego jest podzielona na paski. Katodę tworzą pasy pokryte azotanem srebra i warstwą wosku, a anodę - warstwa przewodzącego polimeru. By uruchomić baterię, składa się arkusz (liczba warstw wpływa bezpośrednio na wyjściowe napięcie), a następnie dodaje parę kropli wody z kulturami bakterii. Oddychanie komórek bakteryjnych stymuluje przepływ prądu.

 

Twórcy baterii nie ukrywają, że wraz z licznymi plusami takiego rozwiązania pojawia się szereg minusów. Po pierwsze, do uruchomienia ogniwa potrzebna jest manualna praca: złożenie arkusza w odpowiedni sposób. Każda nieciągłość w szeregu katoda - anoda, przypadkowe wolne przestrzenie czy przerwanie arkusza powoduje potencjalny spadek mocy. Niewielki jest też wytworzony prąd (naukowcom udało się jak dotąd wytworzyć 31 mikrowatów przy natężeniu 126 mikroamperów, przy wykorzystaniu sześciu złożonych baterii). Ale nie to jest tu najważniejsze: arkuszowe baterie rozwiązują w znacznym stopniu problem transportu. Przydać się mogą w sytuacjach kryzysowych, podczas klęsk żywiołowych. Jeśli taka bateria może zasilić sprzęt monitorujący funkcje życiowe w miejscu całkowicie bez dostępu do prądu elektrycznego - wynalazek z pewnością można uznać za udany.

 

Reaktor produkujący paliwo bezpośrednio z CO2 zawartego w powietrzu atmosferycznym ma być wkrótce przetestowany.

 

Wszelkie paliwo, które zużywamy produkuje dwutlenek węgla. Ten z kolei wędruje do atmosfery, a to prowadzi do problemów ze zmianami klimatycznymi. Nowoczesny reaktor, stworzony przez firmę Ineratec ma pobierać węgiel z powietrza i przetwarzać go na paliwo. Mowa o stworzeniu produktu - wiele słyszy się o próbach destylowania alkoholi lub wiązania włókien węglowych z węgla atmosferycznego, które jednak nie przynoszą na razie wymiernych efektów. Tym razem firma celuje we wprowadzenie na rynek produktu.

 

Zasada działania reaktora jest prosta: CO2 jest pobierane z powietrza przy pomocy energii słonecznej. Węgiel zawarty w tlenku jest następnie łączony z wodorem pozyskanym w procesie elektrolizy w długie łańcuchy węglowe. Co ciekawe, reaktor ma byc kompaktowy i mieścić się w objętości typowego kontenera. Przy jego pomocy będzie można produkować benzynę, olej napędowy i naftę oczyszczoną. Będzie można także ustawić urządzenie do produkcji paliw bezpośrednio z gazów wydechowych różnego rodzaju.

 

Program testów trwa obecnie na terenie Finlandii. Czas możliwego wprowadzenia na rynek szacuje się na rok 2018.

 

Przedsiębiorcy chętnie kupują maszyny spełniające normę spalania Tier 3. Niedawno przeprowadzone badanie wykazało (dane pochodzą od IEDA, czyli Independent Equipment Dealers Associacion, ang. Niezależne Stowarzyszenie Dystrybutorów Sprzętu), że wprowadzone normy emisji spalin Tier 4 zwiększają zapotrzebowanie na maszyny o mniej skomplikowanych i mniej kosztownych układach wydechowych. Odnotowano wzrost ceny sprzętu nawet o 20%, a wielu ankietowanych twierdziło, że dobrej jakości maszyny trudno dziś znaleźć.

 

Badanie wykazało też, że użytkownicy nie są pewni w jakim stopniu maszyny Tier 4 będą traciły na wartości. Tu zdania są podzielone: jedni uważają, że taki sprzęt nie zachowa swojej wartości na długo, inni natomiast twierdzą, że urządzenia o zredukowanym spalaniu będą pożądane na wielu budowach.

 

Obecnie na rynku wtórnym znajduje się niewiele maszyn Tier 4. IEDA twierdzi, że poczekamy jeszcze około 4 do 8 lat, zanim ich liczba stanie się dominująca.

 

Dron to w gruncie rzeczy nie maszyna budowlana i kojarzy się raczej ze zdalnie sterowaną kamerą... Niemniej jako nośnik urządzeń ma niezliczone zastosowania, które mogą przysłużyć się również na placach budowy i w podobnych miejscach.

 

Przede wszystkim, niewielkie latające maszyny mogą być wyposażone w cały szereg czujników i skanerów, wykrywających promieniowanie czy pomagających tworzyć mapę terenu. Służą zatem jako "zwiadowcy", automatyczni kartografowie i oczy specjalistów w miejscach w które ci nie mogą samodzielnie dotrzeć.

 

Z miejsc w które dociera dron wymienić można choćby wnętrza kominów, niedostępne dachy budynków czy wnętrza rur. Bez problemu dotrą również w mniej dostępne zakątki zawalonych budynków, poradzą sobie w krajobrazie po trzęsieniu ziemi i innych kataklizmach. Przy ich pomocy można także monitorować postęp w pracach.

 

Parę przykładów: francuska firma Vinci używa dronów do skanów topograficznych na kamieniołomach, a także inspekcji linii wysokiego napięcia. W Stanach Zjednoczonych firma Betchel zjednoczyła się z producentem dronów Skycatch by stworzyć technologię pomagającą w zarządzaniu projektem. W Nowej Zelandii używa się dronów do monitorowania wzrostu roślin w wąwozach, a Urząd Usług Elektrycznych i Mechanicznych w Hong - Kongu sprawdza dronami rury pod kątem wycieku gazu.

 

Niestety, z dronami wiąże się również szereg problemów prawnych. Pod znakiem zapytania pozostają kwestie zabezpieczenia przestrzeni powietrznej w taki sposób, by zdalnie sterowane urządzenia latające nie kolidowały z pasażerskimi pojazdami. Dodatkową kwestią jest możliwość przelotu nad terenami prywatnymi, a także ochrona własności intelektualnej (na przykład problem przelotu nad boiskami w trakcie meczów, itp.).

Dział: Plac budowy

 

 

Równiarki to maszyny - w porównaniu do koparek, koparko-ładowarek czy ładowarek - mało "ciekawe". Podczas gdy pozostali bohaterowie placu budowy wykonują spektakularne ruchy, mają wiele funkcji i ogólnie bardziej przykuwają wzrok, równiarki, cóż... Po prostu przesuwają ziemię. Co robią producenci tych maszyn by uczynić je lepszymi? Koparki mają coraz bardziej kompaktową budowę, ładowarki popisują się uniwersalnością, a we wszystkich maszynach montuje się coraz bardziej komfortowe kabiny. Co z równiarkami? Odpowiedź wydaje się banalna, ale jeśli się nad tym zastanowić, jest również wyjątkowo trafna: równiarki coraz lepiej równają.

 

Głownym parametrem, który rośnie u równiarek jest moc. Przykładowo, w maszynach John Deere w ciągu ostatnich 15 lat odnotowano 40% zwiększenie mocy. To zupełnie naturalne: równiarki potrzebują odpowiednich środków do skutecznego równania różnego rodzaju gruntu. Ponadto, konieczność spełnienia wymogów spalania Tier 4 Final powoduje, że używane są ciężkie komponenty związane z recyrkulacją spalin - i to również muszą udźwignąć silniki. By zmieścić wszystko w konstrukcji maszyny trzeba często zwiększyć jej wymiary, a to kolejne dodatkowe kilogramy. Na szczęście w przypadku równiarek sprawa jest łatwiejsza niż, na przykład, ładowarek. Tu widoczność operatora nie jest aż tak kluczowym elementem, więc bez problemu można przedłużyć ramę lub powiększyć pokrywę silnika.

 

Bardzo ważną kwestią jest to, w jaki sposób wykorzystana jest coraz większa moc równiarek. Dlatego producenci wymyślają coraz nowsze sposoby przeniesienia napędu: na wszystkie osie, tylko na przednią oś, etc. Podobnie jest z przeniesieniem momentu obrotowego podczas jazdy przy niskich prędkościach (czyli podczas pracy maszyny). Przykładowo, Komatsu posiada unikatowe rozwiązanie zwane konwerterem momentu obrotowego, który zwielokrotnia siłę uzyskiwaną z silnika.

 

Ale moc i moment to nie wszystko. Niektórzy przedsiębiorcy korzystają z możliwości tych mniejszych maszyn, które również się rozwijają. Mniejsze równiarki wykorzystuje się na przykład do utrzymania dróg żwirowych: tam nie jest potrzebna ani znaczna masa, ani duża moc. Kwestia niewielkich równiarek nie jest jeszcze zbyt popularna, ale dynamicznie się rozwija. Takich urządzeń można też używać do usuwania śniegu. Tu doskonałym przykładem może być model 601 marki Basic Equipment - jedyna niewielka równiarka w ofercie z silnikiem Kubota o mocy jedynie 49,5 KM. Konkuruje z ładowarkami w wykonywaniu zadań związanych z precyzyjnym równaniem - na przykład na polach golfowych czy boiskach.

 

Caterpillar wprowadził ulepszenia w maszynach serii M - mowa o trzech niewielkich ładowarkach, które wejdą do sprzedaży w roku 2017. Modele 926M, 930M i 938M nie zmieniły się wprawdzie pod względem głównych parametrów, ale wielu skorzysta z nowinek "kosmetycznych"...

 

Główną zmianą jest obecność systemu Payload Management. W kabinie zainstalowano drugi monitor, na którym można personalizować sterowanie i stworzyć profile poszczególnych operatorów. Nowy wyświetlacz posiada wygodną klawiaturę typu QWERTY. Ten sam monitor obsługuje system Cat Payload Management (CPM), który ma za zadanie zredukować liczbę cykli roboczych przez informowanie operatora o aktualnym obciążeniu łyżki i ilości materiału na wozidle. Dzięki drukarce, każdy może wydrukować sprawozdanie z pracy, zawierające całkowitą wartość przewiezionego materiału, liczbę załadowanych ciężarówek, etc.

 

Kolejne ulepszenia polegają na zamianie pewnych elementów gumowych na lepiej wykonane i trwalsze, stalowe części. Nowoczesne systemy smarowania pozwalają operatorowi na zdalne wywołanie smarowania w poszczególnych podzespołach lub po prostu w całej maszynie, jeśli zajdzie taka potrzeba.

 

"Słońce w słoiku" to idea, którą usiłują rozwinąć naukowcy na całym świecie. Generator tego rodzaju miałby produkować energię na takiej samej zasadzie jak czynią to gwiazdy - tyle, że na powierzchni Ziemi. Założenia mówią również, że wynalezienie i usprawnienie urządzenia może zapewnić nam nieskończoną energię, na zawsze...

 

Zgodnie z doniesieniami z naszego kontynentu - konkretnie z Niemiec - właśnie poczyniono kolejny duży krok w stronę stworzenia "gwiazdy w słoiku". Reaktor Wendelstein 7-X pracuje zgodnie z planem. Właśnie wygenerował swoją pierwszą dawkę plazmy wodorowej po pierwszym rozruchu. Jak działa taki reaktor? Dokładnie przeciwnie od atomowego: łącząc jądra lekkich atomów w większe, jednocześnie generując potężne dawki energii, bez promieniowania radioaktywnego. Paliwem jest tu zwyczajny wodór, który dostarcza się po ekstrakcji z wody.

 

Problem, który na chwilę obecną jest największą przeszkodą to potrzeba wygenerowania niesamowicie wysokich temperatur do rozpoczęcia reakcji. Właściwie to temperatura jest tu tak wysoka, że każda substancja utrzymująca ją po prostu się spala. Tu z pomocą przyszło pole elektromagnetyczne: powstającą w reaktorze plazmę utrzymuje się z dala od wszelkich elementów konstrukcyjnych właśnie przy pomocy silnych magnesów. Dzięki temu wodór rozgrzany do 80 milionów stopni Celsjusza (!!!) nigdy nie styka się z materią stałą.

 

Marka John Deere ogłosiła produkcję nowej linii silników spełniających najnowsze europejskie normy emisji spalin Tier 5. Jednostki te będą wyposażone w najświeższe technologie związane z redukcją katalityczną, kalibracją emisji i zaawansowaną recyrkulacją spalin.

 

Jeśli chodzi o charakterystykę pracy, najnowsze silniki będą nastawione na wysoki moment obrotowy przy niskich obrotach silnika. W najnowszej linii znajdą się motory o pojemnościach 2,9 l, 4,5 l, 6,8 l, 9 l oraz 13,5 l oraz mocy od 48 KM do 600 KM.

 

1000 KM mocy, zasięg 1200 - 2000 km i możliwości standardowej ciężarówki: oto Nikola, czyli elektryczny transport drogowy. Baterie samochodu są wspomagane przez komórkę wodorową oraz aktywne hamowanie. Model nazywa się Nikola One i był zaprezentowany w maju tego roku jako potężny prototyp o 2000 KM mocy z turbiną na skompresowany gaz naturalny. Ten element porzucono na rzecz komórki wodorowej.

 

Dzięki zastosowaniu napędu elektrycznego, Nikola może dostarczać moc i hamować 15 razy sprawniej niż standardowe samochody z silnikiem diesla. Sterowanie jest wspomagane przez system wektorowania momentu obrotowego, który kontroluje prędkość każdego z kół. Środek ciężkości pojazdu znajduje się zdecydowanie niżej niż w typowej ciężarówce z silnikiem diesla, a baterie litowe są wbudowane w ramę, redukując swoim ciężarem szanse na przewrócenie całej konstrukcji.

 

Obecnie szacuje się koszt zakupu pojazdu na 400 000 $, z miesięczną ratą 5 000 $ do 7000 $. Część umowy gwarantuje nielimitowane tankowanie wodoru dostępne dzięki sieci 364 stacji, które mają być ukończone do początku roku 2019 - oczywiście mowa o USA.

Dział: Transport

 

Równiarki pracujące przy wykończeniu nowych dróg cieszą się dużą uwagą ze strony producentów sprzętu: ostatnio mamy bardzo wiele innowacji prowadzących do automatyzowania pracy tarczy równającej, czyli automatycznego poziomowania. Ale wciąż, te maszyny sa jedymi z bardziej skomplikowanych i trudnych do obsługi. Dlaczego?

 

Po pierwsze, przedsiębiorcy mają poważne problemy z utrzymaniem przy sobie dobrych, doświadczonych operatorów. Nawet zdaniem managera produktów marki John Deere, Lukea Kurth, stanowi to spory problem. "Jeśli już uda się nam znaleźć operatora o dobrych kwalifikacjach, który od razu wskoczy do maszyny i będzie skutecznie wykonywał pracę, nie zawsze zdaje sobie sprawę ze specjalnych możliwości maszyny. Wiele nowoczesnych systemów po prostu się wtedy marnuje." - mówił przedstawiciel JD.

 

Mowa na przykład o napędzie na sześć kół. Takie rozwiązanie dostarcza nawet jedną trzecią mocy więcej bezpośrednio na lemiesz. A wielu operatorów nie ma pojęcia, po co w ogóle istnieje taka opcja.

 

Kolejną niedocenioną technologią bywa właśnie automatyczne poziomowanie. Specjalista d.s. sprzedaży marki Case, John Bauer, twierdzi, że jest to bardzo duże niedopatrzenie. "Jednym z największych kroków naprzód, jakie może zrobić przedsiębiorca jest właśnie zainstalowanie w maszynie automatycznego systemu poziomowania. Oszczędność na poprawkach, których przecież inaczej nie da się uniknąć, jest bardzo duża."

 

Są też systemy stabilizacji lemiesza, jeśli poruszamy się po nierównym terenie, a także stały wzrost mocy w tych maszynach. Dlatego bardzo ważne są szkolenia i praktyka dla operatorów - technika prowadzenia nowoczesnej, mocnej równiarki różni się diametralnie od prowadzenia maszyny starszej.

 

Oto parę wskazówek dla operatorów, któe mogą być pomocne w pracy:

 

- Zwizualizuj efekt swojej pracy

- Jeśli lemiesz jest zamontowany poprawnie, będą potrzebne tylko drobne poprawki.

- Równiarka jest zaprojektowana do wykonywania swojej pracy. Poznaj sterowanie, by móc korzystać w pełni z jej możliwości. Eksperymentuj z różnymi opcjami tam, gdzie jest to możliwe.

- Kontroluj prędkość - zbyt szybka jazda będzie powodowała podskakiwanie lemiesza, a to z kolei pozostawi na drodze fałdy.

- Jeśli poczujesz, że tarcza podskakuje, natychmiast zmień kąt nachylenia lemiesza by go uspokoić.

- Podniesienie lub obniżenie jednego z końców tarczy ma delikatny, odwrotny efekt na jej drugiej stronie.

- Przekręcenie tarczy na zewnątrz obniży zewnętrzny koniec i podniesie wewnętrzny. Czasem może to być użyteczne, a cała operacja odbywa się przy pomocy jednej dźwigni.

 

Święta nadchodzą wielkimi krokami, a wraz z nimi - prezenty. Wśród nich w znacznej części zabawki, a więc plastik, plastik, plastik. Wiecie, że szacunkowo w oceanach pływa obecnie około 250 milionów ton plastikowych rzeczy? Niestety, każde święta przyczyniają się do takiego stanu rzeczy, zachęcając nas do kupowania coraz nowszych produktów z popularnego materiału. Rozwiązanie? Opcja samozniszczenia w zabawkach, nad którą pracują naukowcy z Uniwersytetu Penn State z Scottem Phillipsem na czele.

 

Temat wydaje się śmieszny, ale dotyczy naglącego problemu. Mowa o stworzeniu możliwości pozbycia się plastiku skutecznie i szybko - zaczyna się od zabawek, następne mogą być przedmioty codziennego użytku. Wystarczy rozejrzeć się dookoła, potencjalne plastikowe śmieci otaczają nas na każdym kroku. Recykling materiału jest energochłonny i obecnie niezbyt skuteczny. Na temat rzeczywistego czasu rozkładu plastiku możemy jedynie snuć domysły, obecnie wiadomo, że na wysypiskach znajduje się elementy liczące sobie już ponad 50 lat. Wyraźnie widać, że dziwna wizja Scotta Phillipsa może być dla naszego środowiska bardzo przydatna, o ile okaże się możliwa...

 

Twórca oprogramowania, firma Modustri stworzyła system monitorowania zużycia części maszyn Caterpillar. Dzięki temu można będzie przewidzieć, co się wkrótce zużyje i kiedy wymagana będzie naprawa. Wcześniej ta sama firma współpracowała z CAT przy tworzeniu HDE Inspection Kit (narzędzie do ultradźwiękowej inspekcji stanu pojazdu).

 

Nowy system pozwala dostawcom sprzętu śledzić terminy przeglądów i pomóc klientom bardziej efektywnie zarządzać swoimi flotami maszyn. "Dostawcy nie są już zależni od potężnych baz danych na temat napraw, na podstawie których tworzyło się dotychczas prognozy." - mówił David Hamady, wicedyrektor sprzedaży i marketingu Modustri - "Nasza współpraca z Caterpillar stworzyła platformę, która zrewolucjonizuje przemysł przez zapewnienie dostawcą maszyn możliwości użycia danych efektywnie i przewidywalnie. Co za tym idzie - obiżyć koszta, zwiększyć zadowolenie klienta."

 

Jedna z brytyjskich firm zajmujących się budową dróg zakupiła niedawno kompaktową ładowarkę JCB 260 CTL do prac związanych z równaniem. Maszynę wyposażono w nowoczesny system kontroli poziomu, dzięki czemu praca stała się o wiele szybsza i łatwiejsza. Działanie układu polega na automatycznym ustawieniu tarczy spychacza w odpowiedniej pozycji podczas równania.

 

Dyrektor firmy ECL Civil Engineering, Sean Hoare mówił: "Wybraliśmy JCB 260T jako nośnik systemu z paru powodów. Po pierwsze, równanie to dla nas w pewnym sensie nowość więc chcielismy wybrać markę która ma w temacie doświadczenie. Mamy też doskonałe relacje z naszym lokalnym dostawcą Watling JCB oraz dostawcą systemu poziomowania Topcon. To właśnie ci ostatni polecili nam hydraulikę JCB."

 

Tradycyjne równiarki służyły i nadal służą w firmie Seana Hoare - są doskonałe do wykonania pasów o szerokości 4 - 7 metrów. Niemniej, niewielka maszyna doskonale sprawdza się w sytuacjach nieco bardziej "szczegółowych". Zgodnie z informacjami podanymi przez przedsiębiorcę, praca systemu Topcon z ładowarką jest bezbłędna, a oszczędność czasu i materiału - ogromna. A do tego dochodzi uniwersalny charakter JCB 260T - w każdej chwili można zmienić narzędzie robocze i pracować przy innych zadaniach.

 

Caterpillar od dłuższego czas testuje działanie autonomicznych maszyn na specjalnej powierzchni w Tucson, w stanie Arizona. Specjalna grupa 200 osób każdego dnia monitoruje ich pracę, rozwiązując wciąż napotykane problemy. Wszystko skupia się na rozwijaniu nowych technologii, nowych modeli i rozwiązań dla połączenia dwóch powyższych.

 

"Każdego dnia monitorujemy działanie programów w terenie, szukając błędów i testując tryby awaryjne by sprawdzić co działa, a co nie." - mówił Dan Toborowski, starszy inżynier an powierzchni testowej - "Przekazujemy informacje do centrali i upewniamy się, że żaden błąd nie trafi do kienta."

 

Trudne warunki panujące w Tucson pozwalają wystawić maszyny na bardzo wymagający test. Oczywiście wirtualne symulacje pomagają w tworzeniu maszyn samobieżnych, ale nic nie zastąpi obserwacji poruszających się spychaczy czy wozideł w terenie.

 

Caterpillar wprowadził do ładowarek serii M udoskonalony system pomiaru obciążeń i charakterystyki pracy. Ma to usprawnić nie tylko produktywność konkretnej maszyny, ale całego cyklu.

 

Ulepszenie dotyczy modeli 950M, 966M, 972M, 966M XE, 980M oraz 982M.

 

Unowocześniony system ma zapewnić odpowiednie ładowanie ciężarówek, zgodnie ze szczegółową specyfikacją. To z kolei ma obniżyć całkowity koszt użytkowania sprzętu i prowadzenia firmy. To ma być osiągane przez:

- Oszczędność czasu przez automatyczne przekazywanie danych o maszynach do centrali

- Ulepszenie zarządzania pracą przez automatyczną asymilację i prezentację danych operatorowi

- Pomiar produktywności i zużycia paliwa przez maszynę

- Sprawniejsze wykonywanie zadań przez wykorzystywanie okazji

- Zwiększenie możliwości przez lepsze wykorzystanie środków

 

Nowe urządzenie o nazwie Quadsaw wycina prostokątne otwory w tynkowanych ścianach. Przystawkę do wkrętarki można zaliczyć do grupy urządeń przeznaczonych specjalnie do jednego celu - w tym przypadku wycinania otworów pod gniazdka, przełączniki do światła czy skrzynki elektryczne. I na tym, tak na prawdę, kończy się lista możliwości Quadsaw.

 

Może i niezbyt wszechstronne, ale doskonałe w swojej "specjalizacji". Kształt otworu i jego głębokość można regulować, a na obudowie zainstalowana jest poziomica. To, co zwykle było nad wyraz denerwujące i trudne w wykonaniu stało się kwestią jednego narzędzia.

 

By zarysować skalę problemu: w samej Wielkiej Brytanii elektrycy wycinają rocznie około 200 milionów kwadratowych otworów. I wszyscy nienawidzą tej czynności.

 

Między maszynami bez opcji poziomowania a aktualnymi, zaawansowanymi systemami pomiaru położenia na podstawie elektroniki i systemu GPS brakuje łączącego ogniwa. Okazuje się, że czasem technologia działa wstecz, i warto wynaleźć coś, co właściwie już wynaleziono. Tak jest w przypadku urządzenia do poziomowania, które nie wykorzystuje elektroniki ani łączności satelitarnej, o nazwie Johnny Ball.

 

Wynalazcą urządzenia jest Amerykanin John Miller, który od bardzo dawna pracuje na koparce w kopalniach, w północnych rejonach Ameryki Północnej. Pewnego dnia operator postanowił naprawić pewien problem. "Za dużo wiary pokłada się w przeczuciach, kiedy maszyna nie ma systemu poziomowania." - mówił - "Na szali stawia się zbyt dużo pieniędzy i czasu."

 

Projekt powstał, jak to często bywa, zupełnie przypadkiem. Kierownik firmy w której pracuje John spytał swojego pracownika, "Jak tam bąbelek w twoim tyłku?" Z początku operator pomyślał, że to pytanie jest nieco nie na miejscu... Oczywiście szefowi chodziło o wyczucie poziomu, i właśnie wtedy pojawił się pomysł.

 

Johnny Ball wygląda jak niewielka piłka (czyli wspomniany "bąbelek"). Urządzenie jest przeznaczone do wszelkiego rodzaju maszyn - spycharek, ładowarek, koparko ładowarek, koparek, słowem: wszystkiego, co może wymagać poziomowania. W środku znajduje się piłka zawieszona w płynie. Jest od spodniej strony obciążona, więc zawsze ustawia się zgodnie z kierunkiem grawitacji. Górna strona jest przezroczysta i posiada odpowiednie oznaczenia, by operator mógł w każdej chwili zobaczyć aktualne ustawienie maszyny.

 

Główne zalety? Oczywiście cena i mniej komplikacji. Co więcej, zgodnie z obliczeniami Millera, Johnny Ball może zaoszczędzić 2 do 3 godzin pracy spycharki dziennie.

 

Caterpillar wprowadził nowy model zagęszczarki - CB10, wyposażonej w innowacyjny bęben z wibracją oscylacyjną. Jednocześnie zaszła potrzeba wprowadzenia niewielkich zmian w nomenklaturze.

 

Nowy system jest opcjonalny, jako wyposażenie tylnego bębna maszyny. Jego praca zmienia w znacznym stopniu zagęszczenie, wprowadzając ruch "masujący". W praktyce przekłada się to na zdecydowanie lepsze zagęszczenie cienkich warstw asfaltu.

 

Marka zaleca stosowanie dwuletnich interwałów serwisowych dla nowego systemu (zamiennie z 2000 godzinami roboczymi) - konwencjonalny system zagęszczania trzeba serwisować co 3000 godzin.

 

Poza unowocześnionym sposobem zagęszczania, maszyna otrzymała nową kabinę o lepszej widoczności, wygodniejsze sterowanie oraz wszystkie elementy systemu Cat Compaction (jak na przykład automatycznie ustawiana gęstość materiału zagęszczonego).

Strona 1 z 6

Stowarzyszenie

  • Stowarzyszenie operatorów maszyn roboczych operator
    Stowarzyszenie operatorów maszyn roboczych operator         Szanowni Państwo,   powołane w 2014 roku Stowarzyszenie Operatorów Maszyn Roboczych OPERATOR realizuje cele polegające na promocji i dbaniu o wizerunek operatora, promowaniu zawodu, integracji środowiska operatorów, ośrodków szkolenia oraz producentów i dystrybutorów maszyn roboczych. Stowarzyszenie obejmuje swoim zasięgiem cały kraj.   Zapraszamy do wstąpienia do…

Najbliższe wydarzenie

  •   Maszyny znanej marki będą sprzedawane w Serbii. Kontrakt z West Balkans Machinery został podpisany w styczniu - obejmuje pełną gamę koparek mini, średnich i dużych, a także wywrotek sztywnoramowych, ładowarek kołowych ZW oraz żurawi gąsienicowych Sumitomo.   West Balkans Machinery specjalizuje się w zapewnianiu maszyn dla górnictwa, do kamieniołomów…
© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2015
Projekt i wykonanie SYLOGIC.PL